Aby dostać się na działkę, jadę autobusem przez całe miasto – kiedy ostatnie zabudowania zostaną w tyle, po jednej stornie drogi ciągnie się zwarta ściana brzozowego lasku, ptasia przystań, gdzie ludzie potrafią się dostać. Z drugiej strony wzrok nie napotyka przeszkód, granicę stanowią dopiero miedze porośnięte drzewami. W słoneczne majowe dni krajobraz jest zdominowany przez dwa kolory, żółty i błękitny, jedynie brązowa linia torów kolejowych przecina rzepakowe morze: